Dziś prezes Marcin Kij i wiceprezes Paweł Inglot złożyli rezygnację ze swoich funkcji w zarządzie TBS Wrocław. Jutro rozważać je będzie Rada Nadzorcza spółki. Pojutrze kończy się działanie 9-osobowej rady programowej. To rok porażek wizerunkowych spółki pozostającej we władaniu prezydenta Sutryka. Ale to przede wszystkim rok powstania silnej społeczności mieszkańców, którzy z determinacją walczą o swoje prawa. Zmiany personalne w TBS i deklaracje spółki komentują mieszkańcy, społecznicy i prawnicy.
ROK KATASTROF W TBS
2022 rok TBS zaczął z przytupem: bardzo dużą podwyżką do już bardzo dużych czynszów. Potem było tylko gorzej: media zajęły się nielegalnym sponsorowaniem dwóch drużyn koszykarzy od 2019 roku. Spółka przekonywała mieszkańców, że nie mają prawa do sądu i sugerowała: albo sąd – albo mieszkanie. TBS odmawiał dostępu do informacji, o jakie wnosili mieszkańcy, media i aktywiści. Nie pomogła kampania medialna – występy wiceprezesa Inglota w lokalnych mediach ani wyjaśnienia prezydenta Sutryka w Onet.pl . Nie pomagały namowy na indywidualne spotkania z wiceprezesem.
TBS co rusz strzelał sobie wizerunkowo w kolano i podnosił temperaturę sporu przyjmując manipulacyjne techniki komunikacji z mieszkańcami i pudrując rzeczywistość nagłymi akcjami typu: wymiana działających drzwi, nowe zakupy, wielość postów propagandy sukcesu. Mieszkańcy nie uwierzyli spółce bo na co dzień od lat konfrontują się z trudną rzeczywistością kiepskiej obsługi, niereagowania na zgłoszenia o usterkach, braku remontów i sprzątania oraz aroganckiej komunikacji rzecznika.
W kwietniu br. 1755 osób zdecydowało się wyłożyć własne pieniądze i złożyć pozwy do sądu. TBS bardzo zabiegał by do tego nie dopuścić – angażował w tę walkę Ministerstwo Rozwoju i Technologii, które wydało dwie opinie na korzyść spółki, uzasadniając brak prawa mieszkańców do sądu.
Mieszkańcy temu też nie dali wiary – zaufali swoim prawnikom i aktywistom z ruchów mieszkańców TBS. To, że była to dobra decyzja potwierdziły już pierwsze postanowienia sądu we Wrocławiu.
W maju 2022r. do spółki weszła kontrola radnych Rady Miejskiej, jednak TBS skrzętnie ukrywał różne dane, o które wnosili kontrolujący. Dzięki aktywności mediów dowiedzieliśmy się też o zwiększonym poziomie etatów, umów zleceń i o dzieło aż w końcu o istnieniu 9-osobowej rady programowej, co dolało oliwy do ognia.
MIESZKAŃCY TBSów NA WOJENNEJ ŚCIEŻCE
Tymczasem mieszkańcy wrocławskiego i wielu innych TBSów w Polsce organizują solidarny sprzeciw, żądają rozliczeń od swoich spółek, w kolejnych miastach wstępują na drogę sądową. Bo trzeba przyznać, że TBS Wrocław jest modelowym przykładem patologii systemu, który wymaga daleko idących zmian.
Tu nie chodzi jedynie o zwiększone niezasadnie czynsze /stanowiące średnio trzykrotność czynszów w spółdzielniach i w wspólnotach i to bez brania pod uwagę kredytu do BGK/. Chodzi o uczciwe czynsze i transparentne prawidłowe zarządzanie TBSami. Między innymi dlatego mieszkańcy TBS Wrocław odmówili zaproponowanych już w czasie trwania sprawy sądowej mediacji ze spółką – priorytetem jest wejście do spółki biegłego sądowego i sprawdzenie dokumentów, do których spółka broni dostępu.
JEDNI ODCHODZĄ – INNI ZOSTAJĄ
Marcin Kij, który złożył rezygnację w dniu dzisiejszym wydawał się prezesem nieistniejącym. Od wybuchu kryzysu w lutym br. wypowiedział się w mediach jedynie raz. Mieszkańcy nie mieli z nim kontaktu. Kiedyś ogłosiliśmy konkurs w naszym gronie, kto znajdzie prezesa TBS Wrocław w publikacjach medialnych poza tymi dotyczącymi sponsoringu koszykarzy z 2019 roku. I było to wyzwanie.
Natomiast Paweł Inglot, drugi z odchodzących, pomimo tego, że nie zgadzaliśmy się z nim w jego sposobie widzenia spółki i praw mieszkańców, pomimo jego niezgody na wspólne z mieszkańcami rozmowy w Radio Wrocław wydawał się być jedynym pracującym członkiem obecnego zarządu. To on stał się twarzą kryzysu w TBS, podejmował rozmowy z mediami i mieszkańcami. To w końcu on z ramienia spółki zeznaje w kolejnych rozprawach sądowych. Rezygnując, wypełnił do końca rolę kozła ofiarnego w tym systemie.
Dzisiejsze decyzje to nie happy end – zwłaszcza, że w zarządzie pozostaje nadal nominat polityczny wiceprezes Marek Łapiński, były poseł PO wraz ze swoim dawnym asystentem posła Łukaszem Maślanką, zatrudnionym dotąd na stanowisku rzecznika prasowego. Według relacji SuperExpressu, pan Maślanka – bardzo dobrze znany mieszkańcom z wielu konfliktowych interakcji – nie jest już rzecznikiem (kim jest teraz w spółce?) i otrzymał zakaz wypowiedzi do mediów i kontaktu z mieszkańcami. To byłoby potwierdzeniem klęski TBSu – rzecznik, który otrzymuje zakaz tego typu!
Pytanie, na co komu pracownik z takimi zakazami? Pytanie: po co spółce budownictwa społecznego potrzebny rzecznik czy inna osoba zajmująca się public relations?
I kolejne pytanie: na co komu wiceprezes, który nie wykazał się niczym znamiennym, nie był widoczny jako osoba zaangażowana w sprawy spółki (podobnie jak ustępujący prezes Marcin Kij)? Marek Łapiński zasłynął jedynie zablokowaniem prawnika mieszkańców Marcina Zatorskiego na Twitterze po to by móc wysuwać wobec niego bezkarne negatywne sugestie oraz kilkoma manipulacyjnymi postami z tego medium, które mieszkańcy uważnie śledzili. Poza tym, czym się zajmował do tej pory wiceprezes zarządu ds. relacji korporacyjnych?
Pierwszym skutkiem oszczędzenia posady dla polityka Marka Łapińskiego jest odbiór tego przez samych mieszkańców, którzy odczytują go jako człowieka powiązanego politycznie z obecnym prezydentem.
Odejście dwóch członków zarządu jest oczekiwanym posunięciem, ale ocalenie tego trzeciego wywołuje zgrzyt i obniża wiarygodność deklaracji o pozytywnych zmianach.
RADA NADZORCZA W ZUPEŁNYM CIENIU
Nikt nie zastanowił się dotąd nad rolą Rady Nadzorczej – a przecież jest ona odpowiedzialna za nadzór nad poczynaniami zarządu. Czy nie powinna również podać się do dymisji? Dopuściła bowiem do horrendalnych podwyżek, które rozpaliły kryzys. Dopuściła do wytypowania TBS jako inwestora remontu drogi gminnej (TBS zrezygnował jak dotąd z ogłoszenia przetargu na wykonawcę, gdy kryzys wybuchł medialnie). Rada nadzorcza musiała wiedzieć o istnieniu rady programowej zatrudniającej „krewnych i znajomych królika”. W końcu rada zgodziła się na czteroletni sponsoring klubów sportowych, co jest niezgodne zarówno ze statutem spółki, jak i z ustawą o TBS.
Naszym zdaniem Rada Nadzorcza w składzie:
Przewodniczący - Wojciech Adamski
Zastępca Przewodniczącego Rady Nadzorczej – Piotr Mazur
Członek Rady Nadzorczej – Piotr Psikus
również powinna złożyć dymisję lub być odwołana.
RADY MIESZKAŃCÓW
SuperExpress, w dzisiejszym newsie o zmianach personalnych, przywołał również plany TBS na naprawę stosunków z mieszkańcami: „TBS chce np. wprowadzić coś na wzór rad osiedli - czyli cykliczne spotkania przedstawicieli firmy z lokatorami, aby ci mogli na bieżąco rozmawiać o problemach, które ich trapią. Na takich spotkaniach ma obowiązywać zasada, że to TBS jest dla ludzi, a nie odwrotnie.”
To być może oznacza, że ktoś z TBSu zaczął uważnie wsłuchiwać się w nasze publikacje i audycje. To jest jeden z postulatów mieszkańców i organizacji zajmujących się tematyką TBS, o którym opowiadał Adam Mildner w naszym obywatelskim cyklu "Porozmawiajmy o TBS":
DIABEŁ TKWI W SZCZEGÓŁACH
Rzeczywiście chcemy by mieszkając w zasobach TBS i znacznie lub całkowicie to finansujący mieszkańcy, mieli wpływ na swoją rzeczywistość. By mogli dbać o przestrzeganie praw mieszkańców, o uczciwe kalkulacje czynszowe i gospodarne zajmowanie się comiesięcznymi wpłatami od mieszkańców.
O tym, że „coś na kształt rady mieszkańców” miałoby powstać dzielił się z nami na spotkaniu 6 lipca wiceprezes Inglot. Jednak do dziś inicjatywa nie ruszyła. Czemu? Nie wiemy.
Pomysł rad mieszkańców brzmi świetnie – jednak mieszkańcy nie chcą być listkiem figowym dla nieuczciwych poczynań zarządu.
Żeby rady mogły zaistnieć konieczne jest posprzątanie bałaganu, który jeszcze w TBSowej szafie tkwi: nadal mamy bardzo wysoki czynsz, nadal sprawy w sądzie i jeszcze biegły nie wszedł do spółki. Wejdzie za chwilę i nie wiemy, co tam zastanie.
Wiemy, że wciąż TBS nie wychodzi z inicjatywą przeliczenia czynszu dla mieszkańców tak, by osiągał on poziom kosztów utrzymania i remontów porównywalny do innych mieszkańców Wrocławia.
Chcemy rady mieszkańców, mamy na nią pomysły. Ale nie chcemy być użyci do ratowania wizerunku – nam zależy na realnych możliwościach wpływu i na uczciwej współpracy.
Dlatego powstanie takich rad TBS powinien wynegocjować z mieszkańcami – i na to liczymy.
Tuż po rozegraniu sprawy uczciwego czynszu.
OPINIE SOJUSZNIKÓW MIESZKAŃCÓW
Oddajemy głos w sprawie zmian personalnych w TBS radcy prawnemu Marcinowi Zatorskiemu, jednemu z pełnomocników prawnych mieszkańców:
Dzisiejsze rewelacje portalu Wroclaw.SE.pl o „Trzęsieniu ziemi w TBS Wrocław” czyli o planowanych odwołaniach, dwóch z trzech, członków zarządu wrocławskiego TBS-u ma charakter wyłącznie polityczny.
Chyba dla każdego Wrocławianina powinno być oczywiste, że wrocławskie spółki (tzw. spółki miejskie) są zarządzane de facto przez prezydenta Wrocławia czyli Pana Jacka Zbigniewa Sutryka, albowiem to on, jako reprezentant Gminy Wrocław, powołuje reprezentantów tych spółek.
W związku z powyższym, również dla wszystkich powinno być jasne, że wszystkie działania sprzeczne z prawem, o jakich dowiedzieliśmy się w tym roku, a mających miejsce w spółkach miejskich, zostały dokonane za swoistym przyzwoleniem Pana Prezydenta.
Dlatego też uważam, że zapowiedziane zmiany w składzie zarządu wrocławskiego TBS-u mają charakter wyłącznie zagrywki politycznej, celem której jest uratowanie Prezydenta Wrocławia przed odpowiedzialnością polityczną. Jest to metoda stara jak świat - zmienia się pewnych ludzi, by główny odpowiedzialny mógł się uratować. Oczywiście trudno w tym wypadku mówić, że osoby z zarządu TBS są „kozłami ofiarnymi”. Ich odpowiedzialność jest w równym stopniu wysoka, jak Prezydenta Wrocławia. Formalnie to oni – członkowie zarządu – podpisują kontrakty sponsorskie czy wypłacają pieniądze radom programowym.
Wyrażam jedna nadzieję, że Wrocławianie nie dadzą się omamić i będą pamiętać kto za ten stan rzeczy przede wszystkim odpowiada.
Moim zdaniem zmiany, jakie mają nastąpić w zarządzie TBS-u, spowodują tylko zmiany danych w krajowym rejestrze sądowym, ale nic więcej się nie zmieni, ponieważ decyzje o działaniach spółek miejskich i tak zachodzą w gabinecie Prezydenta Wrocławia.
Poza tym, jeśli prawdą jest, że w zarządzie TBS-u pozostanie dotychczasowy członek zarządu – Pan Marek Łapiński, to jednoznacznie potwierdza, że zmiana jest wyłącznie PR-owa. Niestety NIC się nie zmieni.
Trzeba jednak stwierdzić, że jeśli do zmian w składzie zarządu faktycznie dojdzie to jest to swoiste przyznanie się do winy, ale bez oczekiwanej refleksji i merytorycznej zmiany w zarządzaniu majątkiem de facto publicznym, a będzie to tylko próbą „zatuszowania spraw”, które ostatnio wypłynęły.
Na koniec należy podkreślić, że już chyba nikt nie powinien mieć wątpliwości, że podnoszone przez Najemców wrocławskiego TBS-u czynsze są rażąco wygórowane, bo nie miały one pokrywać wyłącznie kosztów utrzymania budynków, ale miały one też być przeznaczane na sponsoring klubów sportowych czy opłacanie rad programowych.
O komentarz poprosiliśmy też Adama Mildnera ze Stowarzyszenia Partycypantów i Najemców NASZ BLOK, naszego sojusznika z Krakowa:
W związku z zaistniałymi okolicznościami ujawnienia nadużyć w TBS Wrocław oraz z konsekwencją tych ujawnień, którą jest zwolnienie z funkcji prezesa oraz wiceprezesa TBSu jako Stowarzyszenie Partycypantów i Najemców Nasz Blok pragniemy wyrazić zadowolenie z takiego rozwoju sytuacji.
W końcu nadszedł czas w którym głosy mieszkańców wykorzystywanych przez system TBS, zostały wysłuchane, a bezprawie panujące w kręgach operatorów tego systemu czyli spółek TBS, zostało napiętnowane i głośno ogłoszone.
W wyniku tych działań nie można już publicznie powiedzieć, że system TBS działa doskonale i takiej chwalebnej dotychczasowej merytoryki nie da się już publicznie obronić.
Jest to milowy krok w walce o sprawiedliwość społeczną partycypantów i najemców w systemie TBS. Wyrażam nadzieję, że wynikła sytuacja w spółce TBS Wrocław, pociągnie za sobą falę kontroli w spółkach TBS w całym kraju, co doprowadzi do ujawnienia licznych patologii i niezasadnych naliczeń, o których od wielu lat mówimy.
To początek przemian w tym systemie, zarówno pod względem zmian w postrzeganiu swojej misji przez zarządy spółek TBS, jak i początki zmian w przepisach prawa, które zapewnią najemcom zasobów sprawiedliwe naliczenia i kontrolę nad spółkami.
Jak widać taka kontrola jest absolutną koniecznością, która potrzebuje pilnego wprowadzenia w życie. W imieniu organizacji społecznej, którą reprezentuję, dziękuję mieszkańcom zasobów TBS Wrocław za skutecznie podjętą walkę z niesprawiedliwością i od dawna widoczną patologią oraz pychą zarządów spółek.
Nowemu zarządowi spółki TBS Wrocław, życzę udanej współpracy z mieszkańcami na sprawiedliwych, uczciwych i przejrzystych zasadach.
Nasz bunt rozpoczął się od wsparcia ze strony Izabeli Krawczyk, prawniczki, prezes Krajowej Rady Mieszkańców TBS. Jej głos publikujemy na finisz (the last but not least!).
Choć cieszy mnie, zmiana w zarządzie spółki TBS (czemu tak późno?), to moim zdaniem odwołanie dwóch członków zarządu jest posunięciem wyłącznie PR-owym ze strony prezydenta Jacka Sutryka, a nie podyktowane dobrem spółki, czy lokatorów.
Ze świecą by szukać kogoś, kto by uwierzył, że prezydent nie wiedział o istnieniu rady programowej w TBS, ani o jej składzie, skoro wykonuje uprawnienia właściciela spółki w imieniu gminy.
O podwyżkach w TBS-ie zdecydował wyłacznie prezydent, a nie zarząd. Kto zatem ponosi winę za kryzys wizerunkowy TBS-u i "katastrofę z czynszami"? Prezydent powinien w tej sytuacji odejść razem z zarządem TBS-u.
Kandydat na nowego prezesa wydaje się mieć właściwe wykształcenie oraz doświadczenie na podobnym stanowisku, jednak nie wiemy dlaczego w spółdzielni mieszkaniowej Kozanów IV pracował tylko 2 lata i co było powodem jego odejścia (odwołania?). Opinie o spółdzielni, które można przeczytać w Internecie, są druzgocące i nie napawają optymizmem.
TBS sypie obietnicami, jak z rękawa, ale to akurat nic nie kosztuje - słowa są tanie. Nie ufam zapewnieniom spółki, która nadal nie jest w stanie zdobyć się na transparentność i brnie w proces z własnymi lokatorami.
