1755 osób złożyło pozwy przeciwko spółce w kwietniu 2022r. Po niemal 5 miesiącach spółka donosi przez niektóre media, że zaprasza na mediacje. I pewną grupę mieszkańców dezinformuje na temat ich sytuacji, jednocześnie starając się podkopać zaufanie do reprezentującego ich prawnika
8 września 2022r., niemal 5 miesięcy od złożenia pozwów do sądu, TBS publikuje na swojej stronie https://www.tbs-wroclaw.com.pl/tbs-wroclaw-zaprasza-na-mediacje.html zaproszenie na mediacje dla mieszkańców, którzy złożyli swoje pozwy do sądu. Taki sam artykuł pojawia się jednocześnie na stronie portalu TuDolnyŚląsk /niestety nie wiemy, kto go redaguje/. W tym samym czasie niemal identyczny artykuł znajdziemy na portalu urzędu miasta Wrocław.pl https://www.wroclaw.pl/dla-mieszkanca/tbs-wroclaw-zaprasza-mieszkancow-na-mediacje oraz w drukowanym bezpłatnym biuletynie na ósmej stronie jubileuszowego setnego numeru.



Już 24 lipca br. pojawiła się wzmianka o znalezieniu mediatorów przez TBS, pisaliśmy o tym tutaj: https://www.obywateltbs.pl/aktualnosci/money-pl-tbs-wroclaw-znalazl-niezaleznego-mediatora-sprawdzamy
Co ciekawe, na portalu TuDolnyŚląsk oraz na stronie www TBSu artykuł jest wzbogacony o jeden szczególny akapit, którego nie znajdziemy w niemal identycznych materiałach opublikowanych na stronie i w drukowanym biuletynie urzędu miasta. I ten jeden szczególny akapit, którego nie wzięło na swoją odpowiedzialność medium miejskie, pokazuje bardzo dobitnie sposób traktowania swoich mieszkańców przez władze TBSu. Przytoczmy go:

Oczywiście taki komunikat natychmiast wzbudził zaniepokojenie mieszkańców, którzy złożyli pozwy do sądu. Poprosiliśmy więc o wypowiedź radcę prawnego Marcina Zatorskiego, który reprezentuje sporą część mieszkańców i który został wymieniony w tym fragmencie.
Mecenas Zatorski:
„Sąd w tym czasie dokonuje analizy formalnej i wydaje czasem zarządzenia. Jedno z nich brzmiało nie najlepiej na nasze uszy, zarządzenie dotyczące „zwrotu pozwu”. Mimo, że to brzmi właśnie w taki sposób, oznacza zupełnie coś innego. Niestety ustawodawca określił coś, co tak naprawdę jest wezwaniem do uzupełnienia braku formalnego w taki sposób, że przewodniczący zarządza zwrot pozwu i informuje o tym pełnomocnika. I pełnomocnik ma obowiązek w terminie 7 dni uzupełnić ten brak. Jeżeli go uzupełni to sprawa toczy się dalej. Sprawa trafiła do sądu w kwietniu i nadal mamy tę sprawę. Brak formalny zostanie uzupełniony, jeśli on faktycznie istnieje i sprawa będzie normalnie się dalej procedowała.
W każdej sprawie jest możliwe, że sąd będzie miał nieco inną optykę, inne wymagania niż wcześniej założył to pełnomocnik. Sąd czeka na pewne elementy, których wymaga. Jak dostaniemy zarządzenie z sądu w zakresie tych braków formalnych, to jeżeli one są faktyczne to je uzupełnimy.
Ta sprawa jest w sądzie i zostanie rozpoznana. Absolutnie nie rekomenduję podejmowania mediacji swoim klientom. Chyba, że TBS zaproponuje stawkę czynszu 10 zł - to możemy się zastanowić.
Jeżeli sąd w specjalnej zakładce w portalu informacyjnym coś mi doręcza – to ja mam 14 dni na odebranie tej informacji. Od momentu odebrania biegnie mi 7-dniowy termin wskazany w zarządzeniu. Czas na wykonanie zarządzenia jeszcze nie minął.”
Powyższą interpretację zarządzenia, w którym użyto sformułowania „zwrot pozwu” potwierdza nam jedna z mieszkanek TBSu z wykształceniem prawniczym i inna osoba z doświadczeniem pracy w sekretariacie sądu. Czy to możliwe, że TBS mając prawników wynajętych do sprawy, nie wie jak interpretować zarządzenia, które – jako jedna ze stron – widzi w portalu informacyjnym sądu? Trudno w to uwierzyć. Podobnie jak trudno nie zdziwić się, że w publikowanym artykule TBS nadal podaje nieprawdziwe dane na temat ilości pozwów:

W lipcu br. Anna Gmiterek-Zabłocka, dziennikarka TOK FM, potwierdziła oficjalnie w Sądzie Rejonowym dla Wrocławia-Fabrycznej, że pozwy złożyło 1755 mieszkańców. Na dodatek mieszkańcy widzą sprawy w portalu sądowym i widzą, że dostęp do ich spraw mają wymienieni z imienia i nazwiska pracownicy spółki.
Ponad 100 pozwów złożył w imieniu grupy mieszkańców mecenas Prigan i to one składają się na „znacznie mniej niż 10% mieszkańców”. Pozostałe pozwy to liczna grupa mecenasa Zatorskiego, co do którego spółka utrzymuje, że pozwów nie ma. A jednak powołuje się w artykule na zarządzenie, które mogła poznać jedynie dzięki portalowi sądowemu i dostępowi do tych pozwów mecenasa Zatorskiego.
To kolejna z manipulacji spółki, która do tej pory ani razu nie przyznała publicznie, jaki jest faktyczny wymiar buntu mieszkańców zasobu TBS. Szacujemy, że do sądu poszło od 25 do 30% mieszkańców TBS Wrocław, choć są to ostrożne szacunki, bo nie znamy ilości mieszkań zamieszkałych a więc i ilości mieszkańców. Skądinąd wiemy, że w TBSie Wrocław są pustostany, których spółka nie wynajmuje bo np. stanowią poważne wyzwanie ze względu na wady techniczne. Nie znamy jednak ich liczby.
Wiemy, ile starań włożył zarząd spółki w zniechęcenie mieszkańców do złożenia pozwów: informował na swoich stronach, że nie mają do tego prawa, podpierał się interpretacją Ministerstwa Rozwoju i Technologii, sugerował w dyskusjach facebookowych, że może się to skończyć wypowiedzeniem umowy najmu. Nawet prezydent Wrocławia Jacek Sutryk sugerował, że nie powinniśmy ufać naszym prawnikom, bo może się to dla nas źle skończyć.
Oddajmy ponownie głos pełnomocnikowi mieszkańców Marcinowi Zatorskiemu. Co sądzi o tym artykule i specyficznym zaproszeniu mieszkańców ujętych w konkretnym pozwie?
„Od polityki nie uciekniemy w tej sprawie, ale politykę można prowadzić etycznie. Niestety tutaj tak się nie dzieje. Bardzo mocno druga strona przekracza granicę podsycając u państwa jako moich klientów brak zaufania do mnie.”
Mecenas zapewnia, że wniósł pełnomocnictwa i opłaty. Nie wyklucza, choć wydaje się to mało prawdopodobne, że przy tej ilości dokumentów mogło się coś zawieruszyć w kancelarii czy biurze podawczym, jeśli tak – ten brak zostanie uzupełniony.
„Wszystkie kwoty, które przekazali klienci do kancelarii zostały przelane na rachunek sądu, są na to stosowne dokumenty. Mamy 4 pozwy, do każdego był dołączany dowód przelewu na konto sądu. Zrobiliśmy to jednym przelewem. Nasze sprawy są w tej chwili na biurkach sędziów, takie zarządzenia sądu mogą się zdarzyć w każdej sprawie. Natomiast tutaj mamy do czynienia ze sprawą zawierającą ogrom dokumentów. To było wyzwanie również z mojego punktu widzenia, jak i dla sądu jest to wyzwanie. Nie ma to jednak wpływu na merytoryczne rozstrzygnięcie sprawy.
W związku z tym, że pozew jest nietuzinkowy, ze względu na jego rozmiar fizyczny i wydaje się, że w całej Polsce nie było ani jednej takiej sprawy, to niesie to ze sobą pewne kłopoty. Co jest ważne: wszystkie ewentualne zarządzenia sądu wykonam tak, żebyśmy mogli doprowadzić sprawę do wydania wyroku.
Sąd, tak samo jak my, prowadzi tak dużą sprawę po raz pierwszy i próbuje dostosować organizację postępowań pod swój zamysł. My pełnomocnicy jesteśmy od tego by sądowi dostarczyć wszystko, czego będzie sobie życzył.”
Warto jeszcze dodać, że mieszkańcy nie otrzymali zaproszeń osobistych do mediacji ani pismem, ani e-mailem, ani przez systemy informatyczne. Nie otrzymali ich też prawnicy reprezentujący mieszkańców. Zaproszenie takie nie ukazało się też na profilu TBSu na FaceBook, który obserwuje ponad tysiąc osób, głównie mieszkańców.
Mediacje inicjował w marcu br. mecenas Grzegorz Prigan, jednak po odejściu od stołu po pierwszym spotkaniu pracownicy prezydenta miasta i TBSu nigdy więcej do niego nie wrócili. Mimo obietnicy, że odbędzie się kolejne spotkanie.
Do kogo więc miała trafić informacja o mediacjach i „błędzie” prawnika reprezentującego mieszkańców? Do mieszkańców czy do opinii publicznej, u której TBS pragnie odzyskać dobry wizerunek?
Zapraszamy na rozmowę Obywatelek TBS z mecenasem Marcinem Zatorskim:
