Spółka postanowiła wejść w polemikę z artykułem mec. Grzegorz Prigan (Dziennik.pl: „Wpłacili, spłacają, nie wykupią. Wrocławski paradoks mieszkań społecznych”). My nie wiemy, czy się śmiać, czy płakać.
Co nam serwuje TBS? Odlotowe metafory i karkołomne wyliczenia „zysków” z bycia najemcą.
Aż dziw bierze, że przy tak „nieprawdopodobnych korzyściach” żaden z miejskich dyrektorów czy decydentów nie zdecydował się zamienić swojej nieruchomości na „przywilej” najmu w TBS.
Zacytujmy:
"Kiedy pasażer kupuje bilet w autobusie lub w tramwaju, nikt nie twierdzi, że „kupuje miastu autobus przegubowy albo wagon tramwajowy”. Pasażer płaci za usługę transportu, której składową jest m.in. koszt zakupu i utrzymania taboru. Analogicznie - użytkownik sauny w aquaparku nie kupuje właścicielowi parownicy ani niecki, tylko korzysta z usługi: w tym wypadku z wypoczynku w saunie."
- Gdzie ta partycypacja? Czy pasażer linii 144 musi przed wejściem wpłacić 30% wartości autobusu wraz z innymi pasażerami?
- Gdzie ta kaucja? Czy przed wejściem do sauny muszę zostawić roczny abonament w depozycie, który będzie "pracował" na właściciela obiektu?
- Gdzie ta odpowiedzialność? Czy jak w autobusie zepsuje się silnik, to pasażerowie zrzucają się na remont w ramach „opłat eksploatacyjnych”?
Mieszkanie to fundament życia i bezpieczeństwa rodziny, a nie 15-minutowy kurs na bilecie czasowym czy relaks w ręczniku! Porównywanie wieloletniego spłacania kredytów ukrytych w czynszu do zakupu biletu MPK jest nie tylko nielogiczne – jest po prostu obraźliwe ! dla tysięcy rodzin, które włożyły w te mury oszczędności życia.
A dalej: "Realny zysk w portfelu najemcy mieszkania w TBS " brzmi jeden ze śródtytułów zapowiadając "twardą matematykę domowego budżetu" mieszkańców TBS.
No i znów mamy porównanie do najmu z rynku prywatnego. Oczywiście bez uwzględnienia partycypacji /kto z Was wynajmował mieszkanie poza TBS, wie, że nie jest w zwyczaju wpłacać 30% jego wartości na start najmu/.
Oczywiście bez uwzględnienia wyposażenia i ulepszenia mieszkania. Itd. ![🫣]()
No ileż można te zgrane płyty grać?
Ustawiczne zestawianie najmu w TBS z najmem prywatnym jest właśnie "intelektualnie nieuczciwe" (zapożyczamy wyrażenie z artykułu miasta Wrocław).
A wiecie, że my - mieszkańcy TBS - korzystamy z "ukrytej dywidendy”, którą możemy "przeznaczyć na edukację, emeryturę, inwestycje lub zgromadzić jako oszczędności"?
Nie wiedzieliście?
To już wiecie.
Oczywiście jeśli skutecznie zapomnicie o kosztach kredytu na partycypację, wyposażenie i remonty mieszkania, o podwyższonym o kredyt czynszu, itd.
A potem możecie przeczytać, jak pracuje na nas, mieszkańców, wpłacona do TBS partycypacja! Tak! Ona na nas pracuje, jak twierdzi miejski portal.
Bo waloryzacja.
- I ani słowa o tym, że wg samego TBS partycypacje z lat 1995-2005 nie są waloryzowane! I tak, mamy na to dowód z podpisem osób upoważnionych.
- I ani słowa o tym, że ci którzy tu będą mieszkać do śmierci - nie zobaczą swoich świetnie pracujących partycypacji prawdopodobnie już nigdy. A jeśli zobaczą, to tylko wtedy, gdy najpierw czynsz wzrośnie im na minimum 5 lat, podwójnie.
- "Korzyści finansowe" - pisze portal.
Potem jest pełne współczucia pochylenie się nad właścicielami prywatnych mieszkań. W porównaniu z nimi, my żyjemy w raju. W bezpiecznym raju. Oj, poczytajcie i doceńcie!
I to TBS ryzykuje. Nie my.
Pewnie dlatego to TBS ma kilkadziesiąt milionów złotych
z naszych czynszów w kapitale zapasowym a my mamy podwyżki i brak realizacji obietnic takich jak: spadek czynszu po kredycie.
z naszych czynszów w kapitale zapasowym a my mamy podwyżki i brak realizacji obietnic takich jak: spadek czynszu po kredycie.
I jeszcze o błogosławieństwie "wspólnego worka czynszowego". Naprawdę...
Nieznany autor pisze więc: „stabilność”, „bezpieczeństwo”, „przywilej”.
Im dalej w artykuł idziemy - tym większe towarzyszy nam wzruszenie, że uczestniczyć nam przyszło, praktycznie bez żadnego naszego wysiłku, w tak niezwykłym przedsięwzięciu.
I nie powinniśmy zatem nawet myśleć o wykupie bo to byłaby nie tylko "próba prywatyzacji wspólnego dobra", ale też „gigantyczny prezent finansowy dla relatywnie wąskiej grupy obecnych lokatorów, finansowany przez wszystkich podatników – w tym tych, którzy często z trudem spłacają komercyjne kredyty."
Już na samą myśl, czujemy się nie w porządku, winni i zasługujący na jakąś karę (co powiecie na podwyżkę czynszu???)
„Prezent” i „prezent” - powtarza się w tekście.
A przecież „system nigdy nie był pomyślany jako mieszkalnictwo własnościowe".
To pewnie dlatego od wieeeelu lat w ustawie mamy przepisy o dojściu do własności. Taki żarcik ustawodawcy. Może ustawodawca też nie wie, że nie tak było to pomyślane. A jednak z uporem maniaka nie likwiduje tych zapisów mimo ponad 50ciu zmian ustawy w historii jej życia.
"Wykup oznacza definitywne zniszczenie zasobu mieszkań społecznych". Wykupimy i znikną! Nie wykupimy i nadal będziemy w nich mieszkać. Co się zniszczy zatem?
"Godny start w życie", "dbałość o przyszłe pokolenia".... (ciekawe, że nasze dorosłe dzieci uciekają z TBSu, gdzie pieprz rośnie). O i to: "szkoda interesu publicznego w imię interesów jednostkowych".
Interesowni mieszkańcy TBSów… Nieładnie tak!
„My dajemy wolność wyboru: możliwość godnego życia bez ciężaru kredytu”.
A tymczasem w czynszu ponad 12zł /m2 płacimy za kredyt. Ale tu trzeba sobie przypomnieć, że to nie my płacimy a TBS. W innym miejscu artykułu dowiemy się też, że „miasto - poprzez TBS Wrocław - de facto dotuje standard życia lokatorów kwotą kilkunastu tysięcy złotych rocznie”.
Kończymy artykuł uwzniośleni postawą miasta i spółki działających "w imię odpowiedzialności za potrzeby obecnych i przyszłych pokoleń mieszkańców Wrocławia".
Pomimo wzruszenia i dumy, że możemy opłacać autora/autorów takich artykułów w naszych czynszach, jednak zejdziemy na ziemię - na chwilę.
Dziś mija ostateczny ustawowy termin odpowiedzi na nasze dwa wnioski o dostęp do informacji publicznej. Pytałyśmy TBS Wrocław o dokumenty związane z:
- sponsoringiem sportowym
- kosztami rady programowej
- kosztami obsługi prawnej i wszelkich procesów z mieszkańcami.
Odpowiedzi i dokumentów jeszcze nie mamy na skrzynce e-mail.
Czas w sumie do północy, może przyjdą?
Spółka przedłużyła odpowiedź ze standardowych 14 dni do 2,5 miesiąca tłumacząc się m.in. koniecznością obszernej czasochłonnej analizy.
Jesteśmy więc pod wrażeniem, że pomimo tej pracy analitycznej znalazł się czas na taki polemiczny artykuł na portalu miejskim. !!! Gdyby jednak ktoś chciał powiedzieć „sprawdzam!” to przypominamy o akcji podwyżkowej we Wrocławiu. Wszystkie informacje wyczytacie w ostatnich postach na Rada Mieszkańców TBS Wrocław
